Nie chcesz dziecka? Możesz je spuścić w toalecie lub wyrzucić do śmieci – radzą aborcjonistki w Polsce

Brak obrazka

Aborcyjny Dream Team, czyli „Aborcyjna Drużyna Marzeń” tak same siebie nazwały kobiety, których marzeniem jest zabijanie dzieci nienarodzonych. Brzmi absurdalnie, marzyć o tym, żeby kogoś zabić, ale jest to fakt.

Aborcyjny Dream Team pomaga kobietom w zabijaniu dzieci nienarodzonych. Pomoc ta świadczona jest na różne sposoby, a ci którzy tę zbrodniczą pomoc świadczą czują się bezkarni. Stąd duża akcja „Stop biznesowi śmierci” Fundacji Pro – Prawo do życia, która stara się zwrócić uwagę na to szokujące zjawisko, na to, że to przestępstwo, czyli pomoc w usuwaniu ciąży, uchodzi w Polsce płazem. Nawet wtedy, kiedy jest czynione na masową skalę. Kiedy ofiarami nie są pojedyncze ofiary, a dziesiątki tysięcy nienarodzonych ludzi.

Jak bezduszne są abrocjonistki z Aborcyjnego Dream Teamu świadczy m.in. artykuł na ich stronie internetowej zamieszczony w kwietniu 2020 r. w którym instruują w jaki sposób kobieta może pozbyć się dziecka „domowymi” sposobami. W artykule 'Aborcja domowa w drugim trymestrze” czytamy:

Każda osoba zdolna do zajścia w ciążę może znaleźć się w sytuacji, w której będzie potrzebować aborcji w drugim trymestrze. Te aborcje są jeszcze bardziej niewidoczne niż te do 12. tygodnia ciąży. Wymazywane z projektów ustaw, z politycznych debat, z trudem akceptowane w środowisku feministycznym, określane krzywdzącym terminem “późnych” aborcji. Mimo to się dzieją i są częścią sprawiedliwości reprodukcyjnej, są częścią naszej rzeczywistości, tyle że nie wypowiedzianą.  (…)

Cały artykuł powstał na podstawie pracy argentyńskiego kolektywu Socorristas en Red, który wspiera osoby w samoobsłudze aborcyjnej również w drugim trymestrze ciąży od początku swojej działalności, czyli od 2014 roku. W pierwszym roku swojej działalności Socorristas en Red pomogło przy 1116 aborcjach, z czego 216 to były aborcje po 14. tygodniu trwania ciąży. W 2017 liczba aborcji ogółem wzrosła do 4781, z czego w  788 przypadkach były to aborcje w drugim trymestrze – czytamy na stronie internetowej Aborcyjnego Dream Teamu w artykule „Aborcja domowa w drugim trymestrze”.

Powołując się na doświadczenia wspomnianego kolektywu (komunistyczne odwołanie do nazywania organizacji kolektywem nie jest przypadkowe) padają informacje w jaki sposób przebiega cały proces, od spotkania z aktywistkami proaborcyjnymi do usunięcia ciała zamordowanego dziecka.

W trakcie tego spotkania Socorristas opowiadają również swojej klientce cały proces i celowo podkreślają słowa: płód, krew, łożysko, pępowina. Dlaczego? To bardzo ważne, by osoba, która będzie przechodzić przez ten proces wiedziała, czego ma się spodziewać – tylko wtedy może podjąć decyzję w zgodzie ze sobą. W ten sposób osoba traktowana jest podmiotowo. Ukrywając przed osobami trudne do zaakceptowania szczegóły (czasem chcąc je chronić) tak naprawdę narażamy je na nieprzyjemności a przede wszystkim nie jesteśmy z nimi szczere. Podawanie pełnych informacji jest też polityczną strategią – oznacza uznanie autonomii tych osób w podejmowaniu decyzji. Nie są ofiarami ani dziećmi, ale osobami odpowiedzialnymi i zdolnymi do podejmowania decyzji. Często mają za sobą doświadczenie aroganckiego traktowania, zatajania faktów przez personel medyczny i sprawiania, że czują się jak problem. Naszą rolą jako feministek jest oszczędzenie im takiego traktowania i uznanie ich podmiotowości. 

Brak obrazka

Pobrzmienia już w tym fragmencie poczucie wyższości feministek, które pomagają w zabijaniu dzieci nienarodzonych. To one arbitralnie decydują i nadają podmiotowość. Uznają więc z wyżyn swojej wyjątkowości podmiotowość tych kobiet, które szukają u nich „pomocy” i jednocześnie odbierają podmiotowość dzieciom tych kobiet.

Kobiety które po ową „pomoc” się zgłaszają są bardzo szczegółowo instruowane jakich nowoczesnych wieszaków, czyli jakich środków farmakologicznych powinny używać, aby pozbyć się niechcianego dziecka. Osoba zostaje też poinstruowana co powinna mieć w domu, aby całościowo przejść przez ten proces. Instrukcja jest bardzo dokładna. Mowa w niej jest o tym co i kiedy należy zażyć, dokładnie podane są dawki, odstępy między ich przyjmowaniem. Jest również opisany proces dokonywania się samej aborcji. Aborcja w drugim trymestrze przebiegiem przypomina poród, bo najpierw odchodzą wody, potem wypada płód. Ostatnią fazą jest wydalenie łożyska. Ten moment, wydalenie łożyska, jest najbardziej krytycznym momentem przebiegu aborcji farmakologicznej dla osoby ją przeprowadzające. 

Ten „bezpieczny” proceder wymaga jednak również tego, aby ktoś jednak towarzyszył kobiecie dokonującej samodzielnie aborcji środkami farmakologicznymi zalecanymi przez aborcjonistki. Ważne jest, aby w tym czasie osobie przeprowadzającej aborcję  towarzyszyła jakaś bliska osoba. Rolą tej osoby jest poproszenie o pomoc medyczną w sytuacji wystąpienia silnego krwawienia, czy po zakończeniu aborcji w razie wystąpienia niepokojących objawów.

Niedługo po odejściu wód dochodzi do wypadnięcia płodu. Płód w drugim trymestrze może mieć wymiar od kilku do ponad 20 centymetrów. Trudno zatem go nie zauważyć czy też uniknąć konieczności oglądania go. Zanim przystąpimy do procedury aborcji farmakologicznej, można za pomocą zdjęć w internecie starać się oswoić z widokiem płodu w danym tygodniu ciąży, by w trakcie aborcji zmniejszyć uczucie szoku spowodowane jego widokiem.

Pojawia się też ostrzeżenie: Warto pamiętać, żeby oglądać zdjęcia z wiarygodnych źródeł medycznych, ponieważ w Internecie wiele grup szerzy propagandę antyaborcyjną i umieszcza nieprawdziwe zdjęcia znacznie starszych płodów określając je jako młodsze.

Warto uświadomić sobie ile to jest 20 cm, bo nie każdy chwyta od razu za linijkę i nie potrafi tak od ręki wyobrazić sobie jaka to jest wielkość.

20 cm – to jest ciut więcej niż wielkość smartfona
20 cm – to jest przeciętna wysokość książki w empiku.
20 cm – to jest wysokość litrowego kartonu z sokiem.

To jest po prostu mały człowiek. I temu człowiekowi aborcjonistki nie tylko odbierają prawo do życia, ale traktują jego ciało jak odpad. Jak zużyty karton po soku. Jak śmieć.

Spuścić wodę, wyrzucić do śmieci, zakopać

Może zdarzyć się tak, że płodu nie da się spuścić w toalecie. Każda osoba, w zależności od wysokości własnej ciąży, może starać się ocenić, czy to się da zrobić, czy nie.  (…) Warto wcześniej zaplanować, co zrobić ze szczątkami płodowymi, aby zminimalizować ryzyko tłumaczenia się z własnej aborcji przed organami ścigania. (…) Szczątki płodowe mogą mieć różną wielkość. W 13. czy 14. tygodniu może się wydarzyć, że  płód wypadnie na podpaskę lub do toalety. Wtedy jest jeszcze możliwe, żeby po prostu spuścić wodę bez ryzyka zapchania odpływu. Im bardziej zaawansowana ciąża, tym większy jest płód. Po 17. tygodniu spuszczenie szczątków w toalecie praktycznie nie jest możliwe. (…) Zakopanie płodu to nie tylko skuteczne i bezpieczne ukrycie faktu aborcji przed osobami trzecimi i zminimalizowanie ryzyka zainteresowania organów ścigania, ale także sposób na pożegnanie się i zamknięcie procesu poronienia. Niektóre osoby tego potrzebują. Daje to też możliwość odwiedzania miejsca, w którym decydujemy się płód zakopać. Niektóre z nas mogą mieć taką potrzebę. Jeśli podejmiemy decyzję o zakopaniu płodu warto wcześniej się do tego przygotować – przed rozpoczęciem poronienia wykopać dość głęboki dół w wybranym miejscu (po poronieniu możemy być zbyt zmęczone). Warto też wcześniej zastanowić się, gdzie to miejsce ma się znajdować – czy mamy np. własny ogród, czy też musimy wybrać się gdzieś dalej. 

Jak wskazują aktywistki z Socoristas – wyrzucenie szczątków do śmietnika także jest możliwe. Warto jednak zadbać o to, aby były szczelnie opakowane tak, aby przy wywozie śmieci nic nie wzbudziło podejrzeń osób je wywożących. Szczelne zapakowanie ogranicza także ryzyko rozkopania przez zwierzęta w przypadku decyzji o zakopaniu płodu.

Wytłuszczenia w tekście ze strony „Aborcyjny Dream Team” pochodzą od redakcji StopProfanacjom. W walkę o zycie dzieci nienarodzonych i o uświadamianie Polaków w kwestii tego czym zajmują się takie organizacje jak Aborcja bez Granic, jak Aborcyjny Dream Team angażuje się od lat m.in. Fundacja Pro – Prawo do życia. Akcja skierowana w „Aborcyjny Dream Team” wywołuje furię i agresję u lewicowych aktywistów, którzy atakują furgonetki Fundacji Pro. Tymczasem proceder aborcyjny trwa i przynosi straszliwe skutki.

30 tysięcy dzieci. Tyle każdego roku jest zabijanych w Polsce przez własne matki za pomocą pigułek aborcyjnych. 30 tysiącom dzieci nie jest dane się narodzić. W wyniku decyzji matek ich los to spuszczenie w toalecie, wyrzucenie do śmietnika w worku foliowym albo zakopanie w ziemi. Niektóre z nich, jeśli aborcja dokonywana jest późno, rodzą się żywe i umierają w męczarniach, dusząc się, walcząc o oddech. Niektóre z nich umierają już w szpitalach, bo aborcja nie do końca się udaje, a matki dostają krwotoków i wzywają karetki – czytamy na StronaZycia.pl, witrynie internetowej Fundacji Pro. Warto zapoznać się szerzej z działalnością fundacji i wspierać tą działalność. Szczegóły na stronie Fundacji Pro – Prawo do życia.

W ochronę furgonetek Fundacji Pro – Prawo do życia prowadzącej akcję „Stop biznesowi śmierci” zaangażowana jest Straż Narodowa. Zachęcamy przy tej okazji do wsparcia Straży Narodowej – Wspieraj nas.

Brak obrazka